Logo – czy każdy je potrzebuje?

Każdego dnia, przed Twoimi oczami pojawia się kilkadziesiąt a może nawet kilkaset razy ten charakterystyczny element dla wizerunku marki.

Wstajesz i patrzysz na telefon, zegarek, czajnik, pastę do zębów, swój samochód, a tam z reguły znajduje się jakiś znak, który informuje Cię, jaka firma dla Ciebie to stworzyła lub dostarczyła. Przy zakupach kierujesz się tym, czy znasz już umieszczoną na produkcie nazwę firmy, zestawioną z symbolem graficznym. Jeśli tak i dobrze wspominasz użytkowanie poprzedniego produktu to chętnie sięgasz po następny. Jeśli nie, to zadasz sobie kilka pytań przed zakupem, zanim zdecydujesz się zaufać innej marce. To jest właśnie magia zaklęta w małym obrazie, który jak mawia pewne, chińskie przysłowie „wart jest więcej niż tysiąc słów”. Tak działa logo. Przynajmniej, powinno.

 

Komu, komu… a może, nikomu?

Zawsze byłem dociekliwy. Interesowały mnie szczegóły i sens ich stosowania. Moja przygoda z projektowaniem logo zaczęła się od typografii. Po pierwsze, liternictwo.

Jeśli się chwilę zastanowimy, to podstawowym elementem związanym z wizerunkiem firmy nie jest żaden symbol graficzny (sygnet) a graficznie zaprezentowana… nazwa, często określana mianem logotypu. To nazwę marki ludzie wiążą z konkretnymi skojarzeniami i istotnymi dla nich wartościami. To ją sobie przekazują by w najszybszy sposób opowiedzieć o firmie, produkcie czy usłudze. Zatem, gdy firma rozpoczyna działalność i ma nazwę to wcale nie potrzebuje “pełnowartościowego” logo. „Bzdury. Wszyscy dzisiaj mają logo.” Można by się z tym zgodzić, gdyby nie jeden mały przykład, który pokazuje, że w dzisiejszych czasach, gdy mamy do czynienia z ogromną konkurencją, można sobie radzić bez niego.
Jak mi, tak i Tobie zdarzyło się nie raz bywać w małych, osiedlowych „warzywniakach”. Surowy i skromny „wystrój”, którego głównym elementem jest produkt. Warzywa, owoce – zawsze świeże. Czasem, całości dopełnia zapach kiszonej kapusty – nie hermetycznie zamkniętej a takiej prawdziwej, z beczki. I… już. To wystarczy. Brak jakiegokolwiek szyldu, nawet wspomnianej przeze mnie nazwy. A klienci? Przychodzą regularnie od lat, nawet… pokoleń. Dostrzegasz fenomen „marki bez logo”? Marki? Tak, marki. Od lat zapewniającej Ci doskonały produkt, często ze świetną obsługą klienta – z pełnym doradztwem i zaangażowaniem. Ze stwierdzeniem, że „jakby coś nie smakowało to prosimy o informację zwrotną”. Wszystko, by przez lata budowane zaufanie nie zmieniło się i byś Ty, tak jak Twoi rodzice Ciebie, posyłał swoje dzieci po świeże owoce i warzywa. W tej sytuacji, logo jest zbędne. Firma działa lokalnie a jej ewentualna konkurencja stoi… tuż za rogiem. Walczą nie wizerunkowo a jakością produktu i jakością jego sprzedaży. Niby robią to samo, co inne firmy, które logo już mają. Tylko czy im zależy na przyciągnięciu klientów z innych osiedli? Czy na budowaniu marki ogólnopolskiej czy światowej? 

 

Kiedy potrzebuję logo?

Przykład z „warzywniakami” ma Ci uświadomić, że bez logo da się działać, jeśli działasz lokalnie, masz pełen obraz Twoich klientów i konkurencji.

Pamiętam taki schemat wizerunkowego działania firmy, z czasów gdy zdobywałem pierwszą wiedzę o projektowaniu znaków firmowych. Najpierw, graficznie zaprezentowana nazwa, potem budowanie „świadomości w oczach klientów” działalnością rynkową. I gdy masz już do opowiedzenia historię zbudowaną na wartościach – myślisz o budowaniu wizerunku firmowego, w tym o logo. Ale czasy się zmieniły. Dzisiaj, nie mamy… czasu, a początek działalności zaczynamy od logo, bo konkurencja już je ma. Historię opowiedzianą zastępuje historia przewidywana a realne wartości marki przypuszczenie, „że tacy będziemy”. Co ciekawe, to się może udać i często się udaje. Jeśli tworzysz swoją markę w sposób przemyślany, szczery i konsekwentny to wizerunek Ci tylko pomoże w jej wdrożeniu.

 

Powstawanie logo to proces

Jak każdy proces, z określonymi etapami, musi być odpowiednio przygotowany. Analiza konkurencji, istotne dla Ciebie wartości przekute w solidną koncepcję i właściwe jej wdrożenie, by klienci zyskali odpowiedni i pozytywny obraz. Wszystko zrealizowane w sposób przemyślany a nie przypadkowy. Logo to nie tylko “obrazek”, choć wielu organizuje w związku z jego powstawaniem… konkurs w myśl zasady “lepiej, jak jest więcej” (do wyboru, rzecz jasna). W przypadku logo nie powinno się stawiać na przypadkowe “trafienie”. Logo to też nie Twój “sprzedawca”. To coś znacznie więcej, to twarz Twojej marki i od Ciebie zależy, czy będzie wiarygodna i budząca zaufanie. Czy klienci widząc Twoje logo, przyjdą po kolejny produkt czy będą chcieli, lub co gorsza – musieli zaufać innej marce, bo nie zadbałeś o to, by komunikat jaki niesie logo był spójny z tym, co i na jakim poziomie oferuje Twoja firma.

_

Autor: Marcin Gajos, Kreatywny z Brandglow

Kategorie

Archiwum

Zobacz również:

Przeceniany branding

Kategoria: Identyfikacja, Marka
Wszyscy dzisiaj o nim mówią. Każdy go musi mieć, bo każdy buduje markę. Niestety nadal świadomość czym jest branding zdaje się być znikoma. Czy zatem warto dbać o branding? Czy faktycznie jest nam niezbędny, by firma działala jak należy? A może to kolejny trik marketingowy?
Czytaj więcej...

Ruszył marketing po rynku ospale

Kategoria: Marka, Strategia
Nie bez powodu w tytule parafrazujemy znany Ci pewnie z dzieciństwa fragment wiersza Juliana Tuwima pod tytułem „Lokomotywa”, gdyż można w nim odnaleźć fragmenty, które obrazują, jak powinien działać dobrze zorganizowany… proces marketingowy.
Czytaj więcej...